Najnowsze informacje
Wycieczki szkolne.
Gdy chodziłem do szkoły podstawowej w modzie były klasowe wyjazdy na wycieczki jednodniowe. Jeździliśmy w różne miejsca. Do kina, do opery, czasem do teatru. Powiem szczerze ze nie bardzo one mi się podobały. Czasem były nie tyle, co nudne, ale po prostu denerwujące. Wolałem korzystać z wycieczek szkolnych. Również jednodniowych, ale z pewnością ciekawszych. Chętnych na nie zapisywała miła pani sekretarka, która potrafiła nieraz szczerze powiedzieć: Tej wycieczki wam nie polecam. Wybierzcie inną. Pamiętam wiele z takich wyjazdów. Lepszych, gorszych i tych naprawdę udanych. Choćby wycieczkę do koszar wojskowych, na której zobaczyliśmy jak naprawdę wygląda wojsko od środka. W zasadzie mi się podobało. Ciekawe warunki i mnóstwo zajęć dla prawdziwego mężczyzny. Kolegów zachwycił sprzęt wojskowy, mnie natomiast stare koszary. Niestety nie dane mi było pójść tam osobiście. Nigdy w wojsku nie byłem. Pamiętam też wycieczkę do fabryki bombek choinkowych, w pobliskiej miejscowości. Ciekawe doświadczenie zobaczyć jak powstają te ozdobne kuleczki, które wieszamy na choince. Takie wyjazdy są miłym wspomnieniem, ale jeszcze lepiej pamiętam wyjazdy w późniejszych latach szkoły podstawowej. Często jeździliśmy na tak zwane zielone szkoły. Mieliśmy okazje być w szkole, a jednocześnie przeżyć prawdziwa przygodę. Spać w namiotach, jeść posiłki przygotowywane na ognisku czy chociażby mieć okazję wzięcia udziału w jedynych w swoim rodzaju lekcjach prowadzonych nie w niewygodnych ławkach, ale na łące. Wśród zielonych drzew i traw wiedza sama wchodziła do głowy. I nauczyciele byli dla nas jacyś tacy lepsi. Po tygodniu spędzonym w ten sposób wracaliśmy do szkoły odmienieni. Wypoczęci, weseli, chętni do dalszej nauki. Słyszałem, że teraz coraz rzadziej organizuje się takie wyjazdy. Szkoda. Uważam, że każde dziecko uczęszczające do szkoły powinno, choć raz pojechać na taka wycieczkę. Jestem pewien, że nie zapomni jej do końca życia a z pewnością opowiadać o niej będzie jeszcze swoim dzieciom.